Ciekawsze fragmenty książki pod tytułem „Anastazja”, z cyklu książek: Dzwoniące Cedry Rosji (tom 1), których autorem jest Władimir Megre. Część 3

Galeria oknoUmiejętność mówienia w różnych językach bez ich nauki

Mówię, przynajmniej staram się mówić tymi zdaniami i wyrazami, z których ty bezpośrednio korzystasz w swych wypowiedziach. Początkowo przychodziło mi to z trudem, bo korzystasz z małego zakresu słów i powtarzasz tę samą konstrukcję zdania. Twoje odczucia też są słabo uwydatnione. Takim językiem bardzo trudno jest zreferować dostatecznie precyzyjnie wszystko, co chciałabym ci przekazać.

Porozumiewać się za pomocą różnych języków nauczył mnie mój pradziadek, który bawił się ze mną, jakby żartował. Podchodził do mnie, kłaniał się w pas, wyciągał rękę, a ja podawałam mu swoją. Najpierw ściskał moją rękę, potem przyklękał i, całując, mówił: „Dzień dobry, Anastazjo”. Kiedyś przyszedł, zrobił wszystko jak zawsze, jego oczy patrzyły na mnie z miłością, ale usta wypowiadały jakieś absurdy. Patrzyłam na niego zdziwiona, a on znowu mówił coś innego, zupełnie bezsensownego. Nie wytrzymałam i spytałam:
– Czy zapomniałeś, co należy powiedzieć?
– Zapomniałem – odpowiedział pradziadek, odszedł ode mnie na kilka kroków, znowu podszedł i wyciągnął rękę.
Podałam mu swoją. Przyklęknął i pocałował mnie w rękę. Spojrzenie miłosne, usta poruszają się, ale w ogóle nic nie mówi. Przestraszyłam się i wtedy mu podpowiedziałam:
– Dzień dobry, Anastazjo.
– Oczywiście – stwierdził pradziadek, uśmiechając się do mnie. Wówczas zrozumiałam, że to jest zabawa, często się w taki sposób bawiliśmy. Na początku to było proste, potem gra była bardziej skomplikowana, ale i ciekawsza. Taki kurs zaczyna się w wieku trzech lat i kończy w wieku jedenastu, kiedy człowiek zdaje egzamin polegający na tym, że wnikliwie patrząc na swojego rozmówcę, stara się rozumieć go bez słów, bez względu na to, w jakim języku z nim rozmawia. Taki dialog jest bardziej doskonały i szybszy aniżeli słowny. Nazywacie to telepatią, którą odbieracie jako niezwykłe i fantastyczne zjawisko, a to jest po prostu wnikliwe traktowanie człowieka, rozwinięta wyobraźnia i dobra pamięć. Kryje się za tym nie tylko bardziej perfekcyjny sposób wymiany informacji, ale też poznanie ludzkiej duszy, świata roślin i zwierząt i, ogólnie mówiąc, budowy wszechświata.

Statki kosmiczne – UFO

skoro istnieją takie materiały, które w jednym momencie kilkakrotnie mogą się rozszerzyć – wybuchnąć, przekształcając się w inny stan, to powinien być również możliwy proces odwrotny. W przyrodzie są żywe mikroorganizmy, które kształtują postać gazową w stałą. Wszystkie rośliny to robią, tylko z różną prędkością i stopniem twardości oraz wytrzymałości wyprodukowanego materiału. Popatrz wkoło, przecież one piją sok ziemi, oddychają powietrzem, a produkują z tego twardy, bardzo trwały materiał, na przykład drewno, albo jeszcze mocniejsze i twardsze – orzechy czy pestki, na przykład śliwki. Niewidoczny gołym okiem mikroorganizm robi to z ogromną prędkością, odżywiając się jakby tylko powietrzem. Te same mikroorganizmy są nośnikami-silnikami latających talerzy.
Są podobne do mikrokomórki mózgu, ale wypełniają bardzo wąsko ukierunkowane funkcje. Mają jedną funkcję ruchu, ale wykonują ją perfekcyjnie. Znajdują się wewnątrz górnej powierzchni latającego talerza i umieszczone są pomiędzy dwoma jego ścianami. Rozstaw między ściankami wynosi około trzech centymetrów. Górna i dolna powierzchnia zewnętrznych ścianek jest porowata, z mikrodziurkami. Przez te dziureczki mikroorganizmy zasysają powietrze, tworząc tym samym przed talerzem próżnię. Strumienie powietrza zaczynają twardnieć jeszcze przed zetknięciem się z talerzem. Przechodząc przez te mikroorganizmy, powietrze przekształca się w kuleczki. Następnie kuleczki zwiększają się do półcentymetrowych, rozmiękczają się w tym czasie i turlają pomiędzy ścianki w dolną część talerza, gdzie ponownie sublimują się w postać gazową. Można je jeść, jeżeli zdążysz przed ich przekształceniem.
– A co one zjadają w beztlenowej przestrzeni?
– Absolutnie pusta przestrzeń we wszechświecie nie istnieje.
– A z czego są wykonane ścianki latającego talerza?
– Są wyhodowane.
– Jak to? – zapytałem z niedowierzaniem.
– Dlaczego się dziwisz, zamiast pomyśleć wnikliwie. Mnóstwo ludzi hoduje w różnych naczyniach grzyby. Ten grzyb działa na wodę, w której został umieszczony, i woda robi się smaczna i trochę kwaskowa. Grzyb przyjmuje formę naczynia, w którym się znajduje. Zresztą jest bardzo podobny do latającego talerza, przecież również produkuje podwójne ścianki. Jeżeli do wody, w której znajduje się grzyb, dodać jeszcze jeden mikroorganizm, nastąpi stwardnienie. Ten mikroorganizm można wyprodukować, a precyzyjnie mówiąc, stworzyć wysiłkiem mózgu, czyli woli błyskawicznej wyobraźni.
– Czy możesz to zrobić?
– Tak, tylko moje wysiłki będą niedostateczne. Potrzebne jest działanie kilkudziesięciu osób posiadających takie same zdolności jak ja i powinniśmy nad tym pracować przez cały rok.
– Czy na ziemi istnieje wszystko, co jest potrzebne do zrobienia albo wyhodowania, jak to ty mówisz, tego latającego talerza i mikroorganizmów?
– Oczywiście, wszystko jest. Na ziemi jest wszystko, co istnieje we wszechświecie.
– A w jaki sposób umieścić mikroorganizmy wewnątrz ścianek talerza, jeżeli one są takie małe, że ich nie widać?
– Kiedy górna ściana jest wyhodowana, to sama przyciąga mikroorganizmy i zbiera ogromne ich ilości. Tak samo jak ule przyciągają pszczoły. Żeby to osiągnąć, potrzebny jest olbrzymi wysiłek woli kilkudziesięciu ludzi. Jaki jest sens wdawania się w szczegóły, jeżeli tak czy inaczej nie macie możliwości wyhodowania talerza, ponieważ nie dysponujecie dzisiaj ludźmi z odpowiednią wolą, intelektem i wiedzą

– Anastazjo, skąd wiesz aż tyle o latającym talerzu?
– Mieszkańcy innej planety wylądowali tutaj, a ja, jak by ci to powiedzieć, pomagałam remontować ich statek.
– Czy oni są bardziej rozumni od nas?
– Absolutnie nie, do człowieka im niezmiernie daleko, oni się nas boją, nie podchodzą blisko, chociaż są bardzo ciekawi. Najpierw się mnie bali. Kierowali na mnie myślowe paralizatory. Pysznili się. Robili wszystko, żeby mnie przestraszyć i zadziwić. W końcu po wielu wysiłkach i z wielkim trudem uspokoiłam ich i ułagodziłam.

Problem z zanieczyszczeniem powietrza – samochody – filtry 

– Wiesz, Anastazjo, w naszych wielkich miastach bardzo priorytetowy jest problem zanieczyszczenia środowiska. Jest tam takie powietrze, że nie ma czym oddychać.

Poprosiłem ją aby znalazła sposób na oczyszczenie powietrza o około 50%, na którym ja i Rosja moglibyśmy zarobić.

Położyła się na trawie, rozkładając ręce. Zgięte paluszki opuszkami patrzyły ku niebu. Po 20 minutach powiedziała:

Największą szkodę wyrządzają samochody. Jest ich tak dużo w wielkich miastach i każdy produkuje szkodliwe opary. Zawierają one bardzo szkodliwe dla organizmu składniki, a najgorsze jest to, że mieszają się z drobinkami ziemi, czyli pylą, jak to określacie, i są wchłaniane w głąb ziemi. Ruch samochodów unosi ten pył do góry, mieszanina rozmieszcza się, opada na trawę, drzewa i pokrywa wszystko wokół, a to jest bardzo szkodliwe, ludzie oddychają tą okropną mieszaniną.

Aby znaleźć rozwiązanie położyła się kolejną godzinę, po czym oznajmiła, że znalazła sposób na redukcje zanieczyszczeń o 35-40%.

Te wszystkie samochody powinny nie tylko rozsiewać ten brzydki pył, ale i zbierać go. W zderzaku albo pod nim należy przymocować pojemnik z dziureczkami. Aby zapewnić przepływ powietrza, dziureczki powinny znajdować się w górnej i tylnej części pojemnika. W czasie jazdy samochodu potoki zapylonego, szkodliwego powietrza będą wpadać w przednie dziureczki, oczyszczą się i z tylnych dziureczek będzie wychodziło oczyszczone o dwadzieścia procent powietrze.
– W takim razie gdzie twoje czterdzieści procent?
– Dzisiaj tego pyłu z drogi nikt nie zbiera, a przy takim sposobie będzie go mniej i coraz mniej, ponieważ będzie zbierany codziennie i powszechnie. Wyliczyłam, że przez miesiąc dzięki tym filtrom, jeżeli będą zamontowane we wszystkich samochodach, ilość brudnego pyłu zmniejszy się o czterdzieści procent. W przyszłości procent zanieczyszczenia nie zmniejszy się, bo mają na to wpływ także inne czynniki.

Dzwoniący cedr

Kiedyś na moją prośbę Anastazja zaprowadziła mnie, żebym mógł zobaczyć dzwoniący cedr, o którym opowiadali jej dziadek i pradziadek. Odeszliśmy niedaleko od polany i zobaczyłem go. Blisko czterdziesto-metrowe drzewo trochę przewyższało pozostałe. Zasadnicza różnica polegała na tym, że jego korona jak gdyby świeciła, tworząc wokół siebie aureolę podobną do tych, które są malowane na obrazach wokół głów świętych. Ta aureola nie była jednorodna, lecz pulsowała. W najwyższym jej punkcie tworzył się wąski promień, przechodzący w niebieski bezkres. To zjawisko czarowało i zauroczało.
Na propozycję Anastazji przyłożyłem dłonie do pnia cedru. Usłyszałem dzwon lub potrzaskiwanie porównywalne z tym, które możemy usłyszeć, znajdując się pod linią wysokiego napięcia, tylko to zjawisko było bardziej dźwięczne.
– Sama przypadkowo znalazłam sposób, jak zwrócić jego energię w kosmos, a potem rozsiać po ziemi. Udało mi się wdrapać na wierzchołek cedru, gdzie złamałam gałązkę, a od niej zaczął bić blask i wydobył się promyczek wychodzący w górę.

Pradziadek tłumaczył, że gdybym wtedy na górze dotknęła promienia wychodzącego ze złamanej gałązki, mój mózg pękłby, ponieważ w tym promieniu jest bardzo dużo energii i informacji. Właśnie w taki sposób zginęli moi rodzice, tata i mama. Rodzice zauważyli taki sam dzwoniący cedr, ale mama postąpiła trochę inaczej niż ja, dlatego że nie miała odpowiedniej wiedzy. Weszła na stojące obok mniejsze drzewo, z jego konaru próbowała złapać dolną gałązkę dzwoniącego cedru, nadłamała ją przy tym i niechcący oświeciła siebie. Gałązka była skierowana w dół, promień więc wszedł w ziemię. To jest bardzo niedobre, bardzo szkodliwe, kiedy taka energia wchłania się w ziemię. Gdy przyszedł tata, zobaczył ten promień i wiszącą mamę: jedną ręką trzymała się kurczowo, na amen, gałęzi zwykłego cedru, w drugiej ściskała złamaną gałąź dzwoniącego cedru. Tata wszystko zrozumiał. Wszedł na dzwoniący cedr, dotarł do wierzchołka. Dziadek i pradziadek widzieli, jak łamał górne gałązki, ale one nie promieniowały, a na dole mimo to coraz bardziej zaczynało się świecić. Pradziadek mówił, że tata zdawał sobie sprawę z tego, że jeszcze chwila i już nigdy nie będzie miał możliwości zejścia na dół. Promienie wychodzące do góry i pulsujące świecenie nadal się nie pojawiały się i tylko coraz więcej cienkich promyków świeciło w dół. Górny promień pojawił się, kiedy tata nadłamał wielką gałąź skierowaną do góry. I chociaż ona nie świeciła, zgiął ją i skierował na siebie. Kiedy wybuchnęła, zdążył jeszcze otworzyć ręce i promień z wyprostowanej gałęzi skierował się w niebo. Następnie utworzyła się pulsująca aureola. Pradziadek mówił, że mózg taty w ostatnim momencie jego życia przyjął olbrzymi potok energii i informacji. Tata jakimś niewiarygodnym sposobem mógł oczyścić swój mózg z całej wcześniej zdobytej wiedzy, dlatego udało mu się zyskać czas na to, żeby zdążyć przed pęknięciem mózgu otworzyć dłonie i skierować gałąź w górę.

Blokady w kontakcie

– Czy wiesz – zaczęła swoją opowieść Anastazja – jak bardzo ważne jest to, by dwie osoby łączące swoje życie miały w stosunku do siebie duchowe pragnienia? Najczęściej wszystko zaczyna się, mówiąc z przykrością, od fizjologii, na przykład zobaczyłeś piękną panienkę i poczułeś chęć współżycia. Osobowości jej duszy jeszcze nie zauważyłeś. Często ludzie zjednują swój los ze sobą tylko na podstawie pociągu płciowego. Te emocje szybko mijają albo przenoszą się na inną osobę. I co wtenczas będzie wiązało tych ludzi…?
Odnaleźć człowieka bliskiego duchowo, z którym można osiągnąć prawdziwe szczęście, nie jest wcale trudne, chociaż w waszym technokratycznym świecie istnieje dużo barier. Kobieta, z którą staram się nawiązać kontakt, mieszka w wielkim mieście, regularnie jeździ w to samo miejsce, przypuszczam, że do pracy.
Tam albo po drodze zawsze napotyka mężczyznę bliskiego jej duszy, z którym mogłaby być rzeczywiście szczęśliwa, a najważniejsze, że z tego związku urodziłoby się dziecko, które mogłoby przynieść światu wiele dobrego. Daliby dziecku życie w takim samym porywie jak my. Ale ów mężczyzna nie ma odwagi, by porozumieć się z tą kobietą. Ona sama również jest temu winna. Wyobraź sobie, że on patrzy na jej twarz i widzi w niej wybrankę swojej duszy, a ona gdy tylko poczuje czyjś wzrok, od razu stwarza pozory – zaczyna grę, spódnicę swoją podciąga jakby nieumyślnie itp. Mężczyzna w tym samym momencie zaczyna odczuwać seksualne pragnienie, choć prawie w ogóle jej nie zna. Wtedy odwraca się i idzie do innej kobiety, która jest mu przychylna i zaspokaja jego seksualne potrzeby.

Rano pierwszą myślą tej kobiety nie jest radość z nadchodzącego dnia, lecz to, żeby tylko coś zjeść. Denerwuje się, gdy brakuje czegoś do zjedzenia, dalej denerwuje się, że brakuje jej czegoś, czym smarujecie się rankiem… może kremu… może farby? Cały czas myśli o tym, jak to zdobyć. Wiecznie się spóźnia i cały czas biega, myśląc, żeby nie odjechał jej ten czy inny środek lokomocji.
Tam, gdzie codziennie przychodzi, jej mózg w ogóle, w całości jest przeładowany, jak by to ci wytłumaczyć… czymś, co z mojego punktu widzenia jest wieczną bzdurą. Bo przecież jej mózg powinien uwypuklać twarz dzielnej kobiety i wykonywać funkcje jemu należne. A ona równocześnie myśli o koleżance czy znajomej i jest na nią zła. W tym samym momencie słucha, co mówią wokoło. I wyobraź sobie, że robi to z dnia na dzień i z dnia na dzień, jak nakręcona. Po powrocie do domu, kiedy widzą ją ludzie, sprawia wrażenie prawie szczęśliwej kobiety, ale wciąż myśli o farbach, ogląda odzież w sklepach, w pierwszym rzędzie taką, która podkreśliłaby jej wdzięki, bo przypuszcza, że z tego powodu zdarzy się jakiś cud – chociaż w jej wypadku wszystko jest na odwrót. Po powrocie do domu zaczyna się zajmować sprzątaniem. Myśli, że odpoczywa, kiedy gapi się w telewizor. Grzebie się z przygotowaniem jedzenia, a najgorsze, że myśli o dobrym tylko przez chwilę. Kładzie się spać i w łóżku znowu pozostaje ze swoimi troskami. Gdyby chociaż na jedna minutkę w tym dniu odeszła od nich i pomyślała.

Aby coś mogło się między nimi narodzić dobrze jakby miała sukienkę nieco powyżej kolan, aby była bez dekoltu, miała jasny kołnierzyk, prawie nie miała makijażu i aby z zainteresowaniem słuchała człowieka, z którym obcuje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s